piątek, 1 lipca 2011

pada,że ach
english weather normalnie - lubię tak,bo mam spokój w pracy,wszyscy siedzą w domach i nikt mi dupy nie zawraca pytaniami itp.
a w życiu..ciągle jeszcze nic radykalnego się nie zadziało,ale pewne decyzje i kroki zostały podjęte,czas ma wszystko w swoich rękach,liczę,że urodzą się z tego same pozytywne historie
raz w tygodniu chodzę pogadać do psychoterapeutki,w sumie utwierdzić się w tym,że myślę dobrze..ostatnio nawet powiedziała,że powinnam iść na kurs i sama zostać terapeutą i pomagać innym,umiem być zdystansowana i mam zdrowe podejście do życia...no tak mało mi własnych problemów-pomyślałam-wezmę sobie na barki żale obcych ludzi,oj daleka jestem od takich akcji,oj bardzo daleka

chcę tylko spokoju,czasu dla siebie,wolności - to wszystko co mi do szczęścia potrzebne


czwartek, 31 marca 2011

poranek dziesiejszy jest boski..słońce za oknem i błękitne niebo motywują,by wstać wcześnie i nie tracić czasu..w domu robi się tak spokojnie gdy zostaję tylko z synem,ten mój mały skarb jako jedyny pozwala mi mieć momenty dla siebie..czyta dziecięce gazety albo ogląda Myszkę Miki,generalnie potrafi zająć się sobą i swoimi sprawami,już chyba wie,że jest odrębną istotą,która nie jest przyspawana do mamy ;p

u mnie na tapecie rozdzielność majątkowa i zorganizowanie kinderparty (w sobotę bąbel skończył 2 latka), już dobrze w tym związku nie będzie-to wiem na pewno,doszło kilka problemów,które przechylają szalę na NIE..pozostaje teraz rozsądnie i dokładnie postępować zgodnie z planem i nie dać się zwieść pozorom

a mimo wszystko mam wiosnę w sercu,dzięki ludziom,w których mam wsparcie i potwierdzenie


poniedziałek, 14 lutego 2011

zasrane walentynki

ale żeby kochać trzeba mieć serce nie?
ja już dawno go nie mam...



sobota, 12 lutego 2011

"Jaki kac pulsuje w głowie
Przeżyłem wczoraj ostry balet.."
Dziś spanie,rosołek,Apap,spanie.
Wypiłam mało,wyrzygałam wszystko i ległam,nad ranem się ocknęłam,dopiero rozebrałam,wyrzygałam ponownie i znów ległam,a teraz już w sumie czuję się dobrze.Dziękuję.
To była taka próba generalna przed czwartkową bibą w pracy,przynajmniej wiem na ile będę mogła sobie pozwolić. A to wszystko dlatego,że alkohol piłam ostatnio w Sylwestra i w tej chwili mój organizm jak widać przeprogramował się zupełnie. Odkąd wróciłam do pracy mniej jem,mniej śpię no i w zasadzie niedługo będę abstynentką. Ale to dobrze,dobrze mi z tym :)
Poza tym zima wróciła,samochód mam u mechanika,dzieci są zdrowe,mąż niezaspokojony,dom trochę zaniedbany,ale za to w pracy ci,na których opinii mi zależy mnie doceniają,czyli ogólnie jest git.





poniedziałek, 10 stycznia 2011

praca,praca i jeszcze raz zmęczenie..do załatwienia mam tysiące spraw,dobrze,że biorę się za nie od razu,a nie odkładam na później,na razie załączył mi się motorek w tyłku i z entuzjazmem wypełniam wszystkie obowiązki,domowe zaś zostają na niedzielę..dzieci w tygodniu są poza domem większość dnia,bo póki co inaczej nie da rady,byleby były zdrowe,bo wizyt u lekarzy w harmonogramie na dzień dzisiejszy nie uwzględniam i nawet nie chcę o tym myśleć..ogólnie nie zapeszając jest nieźle,chodzi mi tu głównie o męża,nawet ostatnio pozmywał naczynia,co mu się zdarzyło pierwszy raz od 6 lat,czyli odkąd jesteśmy małżeństwem,robi mi kanapki,herbatkę i w ciągu ubiegłego tygodnia gotował obiady..bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i chciałabym,żeby taki był zawsze,bo bardzo mi się taki podoba :)